Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sprawy organizacyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sprawy organizacyjne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2013

Koniec treningów, ostateczna wersja wózka



Wszystko się pozmieniało, ale zanim Ci to opowiem to bardzo Cię proszę wyjrzyj za okno...

Tak mówię poważnie, zobacz co widać za oknem...

Ja wiem czego na pewno tam nie zauważyłeś... ŚNIEGU.

Właśnie wróciłem z mojej „bazy ćwiczeniowej” i przywiozłem cały bagażnik sprzętu, to już koniec ze spaniem w namiocie. Temperatura nad jeziorem o 21 w nocy wynosiła 6 stopni, w mieście 12 – oczywiście na plusie.

Zapoznałem się z długoterminowymi prognozami pogody i najprawdopodobniej jest to już koniec zimy. Tak więc nastawiałem się na ciągnięcie sanek po śniegu, a będę musiał ciągnąć wózek po piasku... szykuje się prawdziwy kierat.

Czuje się jak student który, który na obronie dowiedział się że miał inny temat niż myślał... ale myślę że warto, nawet dla samego uczucia ścisku w żołądku gdy myślę o czekających mnie dniach WARTO.

Takie warunki pogodowe generują jeszcze dodatkowy problem, mianowicie mogę mieć dni podczas których słupek rtęci spadnie poniżej zera, ale także takie gdzie temperatura wyniesie kilka lub nawet kilkanaście kresek na „plusie” – czyli muszę mieć dwa różne komplety ubrań.


Tak to już właśnie bywa z tymi wszystkimi wyprawami, ale najważniejsze to wiedzieć że:

NIE MA PROBLEMU.


poniedziałek, 28 stycznia 2013

Mniej niż 14 dni!



Do startu zostały już niecałe dwa tygodnie... ale ten czas pędzi! Postawiliśmy już wózek na narty i... na tym koniec. Dzięki temu projektowi sprawdziliśmy jakie rozwiązania sprawdzają się najlepiej, a jakie najgorzej. Teraz już wiedząc dokładnie czego potrzebuje (nigdy wcześniej nie robiłem takiego wózka(sanek)) rozpoczynamy pracę nad nowym pojazdem, który w niczym nie będzie przypominał prototypu :P
Tak więc ten wózek zostaje do treningów, a jutro bierzemy się za spawanie nowego!

To tyle jeśli chodzi o sanki, teraz z innej beczki.
Korzystając z zimowych wyprzedaży zaopatrzyłem się w trochę niezbędnego sprzętu (między innymi w nowe buty). W tym tygodniu mam zamiar jechać na 2-3 dni pod namiot podczas których dokładnie przetestuję sprzęt oraz wszystkie „obozowe” procedury.

Oczywistym jest również że podczas wyprawy będę spalał więcej kalorii niż podczas dnia codziennego, więc przez ostatni okres czasu jadłem trochę więcej żeby przytyć te parę kilo i stworzyć sobie pewien zapas energii. Od wczoraj już zacząłem zmniejszać porcję które jem, tak by do dnia startu przyzwyczaić organizm do mniejszych porcji.

Od wczoraj też zacząłem chodzić co najmniej pięć kilometrów rano i minimum pięć kilometrów przed snem. Ktoś powie że to zbyt mało, że co to w ogóle ma być. Pewnie i tak jest, jednak ja znam już swój organizm oraz specyfikę marszów na tyle że zdecydowałem się na takie właśnie dystanse właśnie o takich porach. Gdybym chciał biegać 2 razy dziennie, codziennie zapewne do dnia startu byłbym już przetrenowany, podczas marszu nie ma tego problemu, a przynajmniej rozchodzę buty i przyzwyczaję się do mojego zimowego ubrania.
 

czwartek, 24 stycznia 2013

Pod górę...



Ostatnie kilka dni, to ciągłe przeciwności...
Po pierwsze, nie udało mi się oddać butów na gwarancji ponieważ sklep w którym je kupiłem... splajtował - jak zresztą cała ich sieć. I tak oto skórzane buty La Sportiva, z Goretexową membraną i vibramem padły po pierwszym sezonie, a szkoda.
Również na kilka dni zatrzymały się prace nad sanko-wózkiem ponieważ szukałem odpowiednich nart które przymocuje do pojazdu. Gdy w końcu takie znalazłem umówiłem się telefonicznie ze sprzedawcą w sąsiednim mieście. Powiedział że będzie miał czas dopiero o 18, czyli przebijając się przez całe zakorkowane miasto i przejechaniu 20 kilometrów byłem na miejscu o 17.45. Dzwonie do człowieka i co słyszę? Sprzedane. Co za ludzie.
Jak się zapewne domyślacie, w wyśmienitym humorze wróciłem do domu i zacząłem szukać kolejnych nart. Znalazłem jeszcze jeden (już ostatni) odpowiedni model, jednak tym razem jeszcze trochę dalej niż poprzednio. Umówieni byliśmy na 16.15, o szesnastej zgłaszała się tylko skrzynka, ale znałem adres i byłem już w drodze. Jak się okazało 13 letni sprzedawca był w domu i co mi powiedział?
- Paanieee ja bez butów Panu nie sprzedam.
- Ale na tablicy wystawił Pan same narty
- No bo zapomniałem o butach, no i trzeba też dopłacić bo buty sprawne i można iść na górę od razu jeździć.

Niestety, ale czas mocno nagli i tak oto stałem się szczęśliwym posiadaczem nart, wraz z butami wyjętymi z jakiejś kotłowni które chętnie oddam na kolczyki.
Od jutra zaczynamy pracę nad płozami, i zabudowaniem wózka to wrzucę tutaj jakieś zdjęcia.

Dobre informację to takie że:
- Zamknąłem wszystkie uczelniane sprawy i od jutra wszystkie siły i środki mogę kierować już na wyprawę.
- Otrzymałem zezwolenie od Urzędu Morskiego w Słupsku na rozbijanie namiotu, na plaży, na około 150 kilometrowym odcinku – bardzo dziękuje za wiarę w ten projekt.