wtorek, 12 lutego 2013

Dzień trzeci -Pogorzelica-Kołobrzeg




Dzisiaj śpię na kwaterze, mam tu wifi i sam napisze dzisiejsza relacje (wcześniejsze dyktowałem przez telefon, a to nie to samo). Na początku dzięki wielkie za komentarze, przepraszam ze nie odpisuje ale mam słaba przeglądarkę w telefonie. Jednak każdy komentarz przychodzi mi na maila i jest to niezła motywacja do dalszego marszu. Na Wasze komentarze postaram się odpowiadać w postach, jednak miejcie świadomość ze każdy z nich czytam :) co do wczoraj, to nastąpił mały błąd. Nie byłem na 60 kilometrze, tylko na 67,5 (tak wiec nie zrobiłem ledwo 20 tylko prawie 30 :D). Wczorajsza decyzja o przerwaniu marszu była bardzo dobrym pomysłem (chodź podjąłem ja bardzo niechętnie - straconych kilometrów już nie odzyskam). Rano okazało się ze na całym 12 kilometrowym odcinku morze zabrało od 50% do 90% plaży, a wczoraj przy takim wietrze pokonanie tego odcinka zajęłoby mi lekko z 6 godzin.

 W każdym razie dzisiaj pogoda była idealna, a piasek twardy jak stal. Nad ranem walczyłem jeszcze z lekkim odwodnieniem jednak teraz już wystarczająco wypiłem i wyleczyłem stopy. Na odcinku do Mrzeżyna podjechała do mnie straż graniczna, ale tylko mi odmachali i po chwili zawrócili. Również na tym odcinku plaża była momentami zalana i o mały włos utopiłbym wózek ;D znalazłem tez na plaży truchło zwierzęcia, ale nie będę tu wrzucał takich drastycznych zdjęć, najwyżej później na forum, bo nie wydaje mi sie żeby takie zwierze, w takim stanie przyszło z morza. W Mrzezinie była przebudowa brzegu, ale nie stanowiło to większych problemów. Problemem był jednak powrót na plaże, ponieważ musiałem zejść po 5 metrowych (chodzi mi o wysokość) schodach. Biorąc pod uwagę ze sam wózek waży 16 kg, a mam w nim ok 30 kg sprzętu to było naprawdę hardcorowe zadanie, przy którym prawie złapałem wystrzał (na szczęście puścił tylko wentyl). W połowie schodów podeszła do mnie obca kobieta i zaproponowała pomoc, oczywiście odmówiłem bo nie chciałem jej mieć na sumieniu, ale i tak mi pomogła :P zresztą mam wrażenie ze tutaj ludzie częściej się uśmiechają i są milsi, a morze pachnie morzem. Wcześniej spotykałem samych Niemców którzy pytali mnie o drogę (ze słabym rezultatem), a sam miałem problem dowiedzieć się czegoś od innych. Jeszcze przed startem w Świnoujściu pytałem się o drogę i pewien koleś (około 30) odwrócił się do mnie, warknął i poszedł dalej - nie żartuje, poważnie. W Dźwirzynie rozstawiłem moje krzesełko i zacząłem jest łyżką biedronkową "nutelle" - miny ludzi: bezcenne. Wieczorem dotarłem do Kołobrzegu. Jutro planuje atakować Łazy, ale to kawał drogi i nie wiem czy ofensywa się powiedzie. Jeśli tak będę miał w nogach 152 kilometry. Jak coś Was interesuje to pytajcie, ja idę robić pranie wiec mówię dobranoc :)

poniedziałek, 11 lutego 2013

Dzień drugi Dziwnów-Pogorzelica 60 kilometrów

 Poprzedni dzień był idealny - zupełny brak wiatru i sielankowa atmosfera wprawiły mnie w świetny humor. W nocy temperatura spadła do około -10 stopni (wnioskuje to po tym ze zamknięta coca-cola częściowo zamarzła). Można powiedzieć że było mało śmiesznie. Marsz zacząłem o 4 nad ranem, lecz dopiero o 8 rano otrząsnąłem się po nocy. Wczoraj częściowo odparzyłem sobie stopy, to chyba przez te nowe buty, bo nigdy nie miałem takich problemów. Około 10 wskoczyłem w moje ulubione adidasy i do 14 zrobiłem 30 kilometrów. Pozostało mi jeszcze 12 kilometrów trudnym odcinkiem plaży z którego nie można się wycofać. Niestety ale wiało tak mocno, ze mój wózek postawiony na plaży sam się cofał, a fale zabierały coraz więcej plaży. Po około 2 kilometrach stwierdziłem ze zawrócę, bo zalanie namiotu mogłoby mnie błyskawicznie wysłać do domu. Tak wiec dzisiaj zrobiłem 30 kilometrów, minąłem Niechorze i jutro planuje atakować na Kołobrzeg. Do końca jeszcze 290 kilometrów.

Pozdrawiam gorąco :)




niedziela, 10 lutego 2013

Dzień pierwszy Świnoujście-Dziwnów 40 kilometrów

Wystartowałem z samego rana, o dziewiętnastej miałem już pokonane 40 kilometrów i odpoczywałem w namiocie. Morze ma niesamowitą atmosferę, stojąc w nocy na plaży i mając za plecami świetlistą łunę miasta mam wrażenie jak bym spoglądał na atramentowo-czarną paszczę morskiego potwora, intrygujące, magiczne... straszne. Dziś post bez zdjęć ponieważ mam na drugim telefonie, jutro wszystko nadrobimy.
Pozdrawiam i idę spać dalej.

sobota, 9 lutego 2013

Dzień zero Przygotowania


Widok z okna
Po prawie czterdziestominutowym opóźnieniu  w końcu dojechałem do Świnoujścia.
Cały dzisiejszy dzień poświęciłem na pakowanie, zaopatrzenie w prowiant i złożenie wózka. Przez całą noc napadało dość dużo śniegu który ma utrzymać się aż do środy. W zawiązku z tym kupiłem trzydniowy zapas jedzenia (całe dwie reklamówki) i mam zamiar maksymalnie wykorzystać tą pogodę.
Podczas pakowania


Jutro ruszam z samego rana...

środa, 6 lutego 2013

Przed wyjazdem...

Jest to już ostatni wpis przed wyjazdem. Wózek w tym momencie jedzie już do Świnoujścia, a w całym mieszkaniu leżą papiery, notatki, sprzęt... Jutro rozpoczynam wielkie pakowanie i zaczyna się! :D
Tak jak jeszcze tydzień temu byłem pełen obaw, tak dzisiaj już bez stresu - oswoiłem się z tym że zimowa wyprawa, tak naprawdę zimowa nie będzie (choć w nocy temperatura może spadać nawet do -8 stopni, a towarzyszyć jej będzie porywisty wiatr).

Jestem pełen naprawdę dobrych myśli, nie pozostaje już nic innego jak założyć uprząż, doczepić wózek i delektować się szumem fal i gwieździstym niebem.

Kilka dni temu załatwiałem pozwolenie na przejście odcinkiem plaży który należy do Centralnego Poligonu Sił Powietrznych - bez pozwolenia przejście tamtędy jest niemożliwe, a na obejście ośrodka potrzeba około 25 km.

Po godzinie od wysłania emaila, na mój telefon zaczął dzwonić jakiś obcy numer. Przekonany że to Pani z administracji która mi powie że mam napisać wniosek, a nie "list otwarty". Jakież było moje zdziwienie, gdy po drugiej stronie usłyszałem męski głos który przedstawił się jako Szef Ochrony i oznajmił mi ze nie widzi najmniejszego problemu, a także podał mi swój prywatny numer, na wypadek gdybym na terenie poligonu potrzebował pomocy - naprawdę pełen profesjonalizm i szybkie załatwienie sprawy.

Następna wiadomość będzie już znad morza!

W zagranicznej prasie

Również w zagranicznej prasie pojawiła się informacja o mojej wyprawie. Poniżej zamieszczam skan strony :)

Piszą o nas

Bardzo miło jest mi Was poinformować że o mojej wyprawie piszę także portal students.pl.
Link do artykułu znajdziecie tutaj: Klik